„Nowa normalność”, czyli Polaka dwa światy

 
 

Po kilku tygodniach zamrożeniu gospodarki i szeroko rozumianej społecznej aktywności od jakiegoś czasu wracamy do normalności. „Nowej normalności”. Czyli właściwie jakiej?

 

W dużej mierze fikcyjnej. Fikcję najwyraźniej chyba widać po tym, jak rozjechały się dwa światy: prywatny i zawodowy. Oblężenie popularnych miejsc letniego wypoczynku (także tych zamkniętych, jak restauracje, nadmorskie kawiarnie, kryte baseny itp.), wesela i rodzinne uroczystości, podczas których z zachowaniem społecznego dystansu jest mniej więcej tak jak z brakiem alkoholu w piwie bezalkoholowym w pewnej reklamie z czasów, gdy obowiązywał zakaz promowania napojów zawierających jakże lubiane przez rodaków procenty (bohater po prostu mrugał okiem do widzów, gdy wypowiadał słowa: „piwo bezalkoholowe) wyraźnie pokazują, gdzie rodacy mają obecnie zakazy. Poniekąd trudno im się dziwić, wszak mają dobry przykład z góry, która to góra często daje do zrozumienia, że stworzone przez siebie zakazy dla poddanych ma dokładnie w tym samym miejscu, w którym mają je owi poddani. Wisienką na tym torcie był sądowy wyrok (fakt: póki co nieprawomocny) karzący ekspedientkę za to, że powołując się na nakaz noszenia w sklepie maseczki odmówiła obsłużenia klienta, który tejże maseczki nie miał i założyć nie chciał.

 

W drugim świecie – zawodowym – ma miejsce dokładnie odwrotnie sytuacja. Wirus nie tylko jest, ale i trzyma się mocno. Puste biura, z których pracowników wymiotła na home office – jakżeby inaczej – obawa przed zakażeniem, są tego najlepszym przykładem. „Polacy pokochali pracę zdalną” – sformułowania tego typu co i rusz pojawiają się w mediach. Daleki jestem od stwierdzenia, że home office to dar z niebios dla co bardziej leniwych pracowników, którzy za tym modelem gardłują tym głośniej, im mniejszy jest ich zapał do pracy, bo wiem, że skrzywdziłbym wiele osób, które do swoich zawodowych obowiązków podchodzą uczciwie i profesjonalnie, niezależnie od tego, gdzie je wykonują. Faktem jest jednak, że za pracą stacjonarną optują przede wszystkim pracownicy z mniejszych i średnich firm, a za zdalną – pracownicy korporacji. Być może jest tak dlatego, że w dużych firmach są mechanizmy do badania efektywności pracy i wszelkie odstępstwa in minus od przyjętych norm pracownik może łatwo zwalić na... pracę zdalną, będącą skutkiem rzecz jasna wirusa.

 

Na koniec przykład z życia. Pracownik korporacji poprosił o podwyżkę. Prośba została przyjęta, pod jednym wszelako warunkiem, a mianowicie, że podzieli swój czas pracy fifty-fifty: połowę będzie pracował w firmie, a połowę w domu. Pracownik długo się nie namyślając zwolnił się. I akurat ten świat fikcyjny nie jest...

 

 

 

 
Marek Hryniewicki
redaktor naczelny

 

 

W najnowszym numerze miesięcznika „BIZNES meble.pl” znajdziecie Państwo m.in.:

 
  • Raport: nowelizacja ustawy o OZE

  • Wywiad: Marcin Barański, dyrektor generalny, członek Zarządu VOX

  • Czas próby dla polskich marek

  • Temat wydania: strefa komunikacji

  • Pandemia koronawirusa a branża meblarska

  • Redefinicja wnętrza

  • Czy na sztuce można zrobić biznes?

 

 

 

 

 

 

 

Wydawnictwo meble.pl sp. z o.o.

15-727 Białystok
ul. Hetmańska 40, lok. 108