Machina przyspiesza, czyli o produkcji prawa słów kilka

 

 

W pierwszym półroczu tego roku polska gospodarka przyspieszyła. To dobra wiadomość. Przyspieszyła także produkcja prawa. I to już niekoniecznie jest wiadomość pozytywna.

 

 

Jak podała firma Grant Thornton w Polsce, w okresie od stycznia do czerwca bieżącego roku, legislacyjna machina wyprodukowała 787 aktów prawnych najwyższej rangi, czyli ustaw, rozporządzeń oraz umów międzynarodowych, na które łącznie złożyło się 8.349 stron maszynopisu, o jedną czwartą więcej niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Te 8.349 stron maszynopisu to stos półmetrowej prawie wysokości i to przy założeniu, że druk jest obustronny.


Gdyby przysłowiowy Kowalski chciał to wszystko w ciągu pół roku przeczytać, musiałby każdego dnia „przerabiać” ponad 46 stron. Nie przecenię chyba ludzkiej percepcji, jeżeli stwierdzę, że lektura jednej strony (ze zrozumieniem – sic!) to lekko licząc jakieś 5 minut. Przy 46 stronach daje to prawie 4 godziny codziennie, wliczając w to soboty, niedziele, święta i ewentualne urlopy.

 

Z niewiadomych powodów rządzący, od zawsze, mierzyli jakość swojej pracy ilością wyprodukowanego – w postaci rozmaitych ustaw, uchwał, rozporządzeń i zarządzeń – prawa. Im więcej papieru zapisywano kolejnymi artykułami, paragrafami, punktami, podpunktami itp., tym lepiej, bo oznaczało to, że władza i jej biurokratyczna maszyna pracują pełną parą.

 

W gąszczu ustaw i rozporządzeń, poprawek do nich, a później poprawek do poprawek przeciętny człowiek nawet nie próbuje się odnaleźć. Gorzej, że z trudem odnajdują się (lub – to prawdziwy dramat – nie odnajdują) osoby, które z racji wykonywanego zawodu odnaleźć się powinni, czyli różnej maści doradcy: prawni, podatkowi, etc, etc...


Znakomicie podsumował ten mechanizm Feliks Koneczny: Biurokracja jest tworem tak dalece nieszczęsnym, iż nawet zalety stają się w tym systemie klęską społeczną. Mylnym jest mniemanie, jakoby biurokraci odznaczali się lenistwem, brakiem poczucia obowiązku – itp. Nic bardziej fałszywego! Nie zna biurokracji, kto tak o niej sądzi. Ludzie nieobowiązkowi zdarzają się wszędzie, więc i na urzędach, ale to nie ma nic do biurokracji. Ona pełną jest gorliwości i tak pilną, iż ciągle marzy o powiększaniu swych robót, pragnąc pracować zawsze i wszędzie. Ponieważ zaś jest administracją papierową, więc wydatność jej pracy mierzy się papierem. My, Polacy, znamy pewne państwo, w którym zmniejszało się bezustannie zużycie mięsa, cukru i mydła, a wzrastała produkcja papieru – dzięki urzędom.


Oj znamy, znamy. Dobrze znamy. Z tym, że porównywanie tego co było z tym co jest nie ma sensu, bo dzisiaj spadek zużycia mięsa, cukru i mydła raczej nam nie grozi. A papier to już zupełnie inna historia, ale przecież lasów ci u nas dostatek, więc o surowiec martwić się nie ma co.
 

 

 

 
Marek Hryniewicki
redaktor naczelny

 

 

W najnowszym numerze miesięcznika „BIZNES.meble.pl” znajdą Państwo m.in.:

 
  • Raport: Branża radzi sobie bardzo dobrze

  • Wywiad: Łukasz Kaczorowski, współwłaściciel Fabryki Mebli Wersal

  • Wywiad: Daniel Ochońko, prezes Zarządu spółki Trust Us

  • Temat wydania: strefa komunikacji

  • Nowa odsłona coworkingu 19. PE-P

  • Sylwetka: Mario Bellini

  • Młodzi projektanci: Ania Wręga i Kaja Nosal z Onto Studio

  • Czuły przewodnik po wnętrzach

  • Chillout: Pływanie zimowe i morsowanie to styl życia - Adam Dmuchowski

 

 

 

 

 

 

 

Wydawnictwo meble.pl sp. z o.o.

15-727 Białystok
ul. Hetmańska 40, lok. 108